Góral się królom nie kłania Glencoe od ponad 100 lat kusi wspinaczy. Strzegący dostępu do doliny Wielki Pasterz został po raz pierwszy zdobyty w 1900 roku (fot. Agnieszka Rodowicz)
Szkocja

Góral się królom nie kłania

16lipca2016

Wrzosowiska, opuszczone domostwa, omszałe głazy. Rzeka, jezioro, mgły. Oraz niknące w chmurach szczyty o nazwach, których nie sposób wymówić. W malowniczej dolinie Glencoe bije serce Highlands, szkockich „Wysokich Krain”.

Za chwilę wydarzy się coś niezwykłego. Z falujących na wietrze łąk wyrasta szczyt
w kształcie niemal idealnej piramidy. To Buachaille Etive Mor, co w gaelickim szkockim znaczy Wielki Pasterz Etive. Wschodzące słońce barwi go na jaskrawy kolor, a czubek masywu wygląda, jakby rozżarzył się do czerwoności.

 

Szkockie lochs to często wcale nie jeziora, ale długie morskie zatoki, w których słona woda miesza się ze słodką z rzek. Dobre warunki dla glonów czy wodorostów, a także ryb oraz owoców morza. Ludzie i kormorany mogą liczyć na obfity połów (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Kiedy 430 milionów lat temu wyłaniał się z wnętrza ziemi w strugach gorącej lawy, było pewnie podobnie. Zanim do tego doszło, dzisiejsza Szkocja i Anglia leżały na odrębnych kontynentach. Rozdzielał je ocean większy od Atlantyku. Kontynenty natarły na siebie, wypiętrzając Góry Kaledońskie i Grampiany – wówczas czterokrotnie wyższe niż teraz. Ponieważ Ziemia wciąż się w środku gotowała, raz po raz dochodziło do erupcji lawy.

 

Gdy skały zastygły, nadciągnęły lodowce i zabrały się za rzeźbienie u-kształtnych dolin, określanych po angielsku słowem glen. Zbocza chłostał wiatr i drążyła woda. Ten proces wciąż zresztą trwa. Jego efektem było jednak powstanie Glencoe, najsłynniejszego miejsca zachodniej Szkocji. Po gwałtownym wybuchu koloru Pasterz przybiera swój zwykły stalowoczarny odcień i zawstydzony porannym rumieńcem, zasłania się welonem chmur. Ale to nie koniec emocji.

 

Nagle góry po obu stronach drogi wystrzeliwują na wysokość 900-1000 metrów n.p.m. Najbardziej charakterystyczne szczyty – odnogi masywu Bidean nam Bian – przypominają sylwetki zakapturzonych mnichów. To Trzy Siostry. Pochylają się,
przygniecione wspomnieniami. 300 lat temu były świadkiem wydarzeń, o których Szkoci do dziś nie potrafią zapomnieć. Z dna Glencoe wąska ścieżka prowadzi do Zaginionej Doliny, wciśniętej między stoki dwóch Sióstr.

 

Przez Glencoe biegnie szosa łącząca Glasgow ze stolicą Highlands – Inverness. Z pięciu punktów widokowych można podziwiać szczyty, rozlewiska rzeki Coe, dywany łąk wyścielające dno doliny i Loch Achtriochtan
(fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Wymagającą trasę utrudniają pnie drzew i rwące strumienie. Miejscami jest bardzo stromo. Na wysokości 365 metrów n.p.m. dolina otwiera się, ukazując wyłożone dywanem traw wypłaszczenie. Legenda mówi, że w tym niedostępnym zakątku członkowie klanu MacDonaldów trzymali bydło ukradzione swoim potężnym rywalom Campbellom. Proceder ten nikogo w średniowieczu nie dziwił, bo życie w górach było trudne, a bydło należało do najcenniejszych zdobyczy. Podobnie jak ziemia.

 

Walki o te terytoria trwały niemal od czasu, gdy zderzyły się płyty tektoniczne, a leżące na dwóch kontynentach krainy wylądowały obok siebie. Szkocja jako organizm społeczny
i polityczny istniała od IX wieku. Jej historia to okresy niepodległości przerywane czasami zależności od Anglii, ciągłe przeciąganie liny, które nie ustało po unii personalnej obu królestw w 1603 roku pod berłem Jakuba I Stuarta (w Szkocji zwanego Jakubem VI).

 

Dominacja sąsiadów z południa nie była w smak ani szlachcie, ani klerowi, a rywalizacja między górskimi klanami również zeszła na poziom polityczny. Po zdetronizowaniu
w 1688 roku Jakuba II – ostatniego katolika na tronie Anglii i Szkocji – oraz przetasowaniach dynastycznych władzę objął holenderski książę Wilhelm Orański. Członkowie klanu MacDonaldów należeli jednak do stronnictwa jakobitów, popierającego starania Stuartów o odzyskanie korony.

 

U stóp Trzech Sióstr skupiają się rozmaite wątki i znaczenia: prastare legendy, burzliwa historia, dzieje szkockiego alpinizmu, miejsce akcji wielu powieści oraz filmów (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Wilhelm postanowił ukorzyć krnąbrnych górali i ogłosił, że do końca 1691 roku muszą zaprzysiąc mu posłuszeństwo. Kto tego nie uczyni, zostanie uznany za zdrajcę. Alasdair MacIain, przywódca MacDonaldów z Glencoe, zwlekał z podjęciem decyzji. W końcu przeważył rozsądek. W ostatnich dniach grudnia Szkot wyruszył do Fort William, by złożyć przysięgę wierności. Źle go jednak poinformowano (niektórzy twierdzą, że celowo). Okazało się, że w garnizonie nie ma szeryfa, upoważnionego do przyjęcia ślubowania.

 

Zaopatrzony w list żelazny MacIain pospieszył do Inveraray. Zima była ciężka, śniegi głębokie – na miejsce dotarł dopiero 3 stycznia. Przez kolejne trzy dni czekał na królewskiego urzędnika. W końcu osiągnął cel i ruszył z powrotem, przekonany, że klan jest bezpieczny. Niestety wrogowie uznali, że hołd złożony po czasie jest nieważny.
1 lutego 120 żołnierzy wyruszyło pod dowództwem Roberta Campbella w stronę Glencoe. Pewnie i tak zostaliby ugoszczeni, bo honor górali nie pozwalał odmawiać pomocy.

 

Przez prawie dwa tygodnie mieszkali, jedli i pili na koszt gospodarzy, grali z nimi w karty, gawędzili przy ogniu. 12 lutego Campbell otrzymał rozkaz natarcia: „Każdy poniżej 70 lat musi dać głowę”. Czy pomyślał, że jest spowinowacony z wodzem, że przed chwilą życzył mu dobrej nocy, że do jego rodu przylgnie piętno wiarołomców? Może po prostu złożył papier i przystąpił do działania? Poranek był lodowaty. Wiatr niósł zamieć. O piątej rano MacIain usłyszał pukanie do drzwi. Chwilę potem już nie żył.

 

Być może największy wpływ na dzisiejszy wygląd doliny miał wypas owiec i bydła, a także fakt, że Glencoe upodobały sobie jelenie. Nic sobie nie robiąc z kamiennych murków, potrafią one wędrować na duże odległości i obgryzać drzewa z młodych pędów (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Żołnierze zabili jego żonę i dwójkę dzieci oraz 34 inne osoby. Wieś spalono. Wielu z tych, którym udało się uciec w góry, zmarło z głodu i wychłodzenia. W sumie zginęło około 80 MacDonaldów. Nowiny o masakrze dotarły do Londynu, ale dwór zatuszował sprawę. Rozbity klan wrócił na swoje ziemie, żył jednak w strachu. Historycy twierdzą, że był to początek końca szkockiego systemu klanowego. Glencoe jest dziś nazywane Doliną Łez.

 

Pamięć masakry żyje wśród miejscowych i zdarza się, że kiedy MacDonald spotka Campbella, nie podaje mu ręki. A szkoccy turyści potrafią zatrzymać się nad strumieniem i zanucić „Jakże srogie są śniegi Glencoe” – refren ballady o wydarzeniach w dolinie, skomponowanej przez Jima McLeana. Tajemnicze krajobrazy i miejscowe podania leżały również u podstaw jednej z największych literackich mistyfikacji
w dziejach.

Polecane wideo

 

W 1761 roku szkocki poeta James Macpherson ogłosił, że odnalazł napisane w języku gaelickim rękopisy „Pieśni  Osjana”. Ich autorem miał być celtycki bard z III stulecia, przodek królów Szkocji, walczący z Rzymianami, Irlandczykami i Norwegami, który
w pieśniach sławi dawną świetność swojej ojczyzny. Legenda mówi, że urodził się
w leżącej w Glencoe grocie zwanej Jaskinią Osjana.

 

Płynąca przez Glen Etive rzeka o tej samej nazwie tworzy malownicze kaskady. To tutaj kręcono zdjęcia do „Skyfall”, filmu o przygodach Jamesa Bonda (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Dzieło miało ogromne powodzenie w całej Europie, ale wyszło na jaw, że żadnych rękopisów nigdy nie było. Pieśni Macpherson wymyślił sam. Wydarzenia z przełomu XVII i XVIII wieku stały się też inspiracją powieści Waltera Scotta. Szkocki pisarz przywracał w nich do życia historyczne postacie, mieszając je z bohaterami ludowych legend. Film na motywach powieści „Rob Roy” o szlachetnym przywódcy biednego, ale honorowego klanu MacGregorów, powstawał między innymi w Glencoe.


Pod koniec XVIII stulecia wiele rodzin zostało siłą wysiedlonych z górskich siedzib. Na ich ziemiach powstały bardziej wydajne hodowle owiec. Część miejscowych ruszyła szukać szczęścia w Ameryce. Inni przenieśli się do miast. Glencoe opustoszało, ale
w połowie XIX wieku, gdy wciąż można było tu dotrzeć jedynie konno, zaczęli ściągać miłośnicy górskiej wspinaczki. Przyciągały ich munros. Tak Szkoci nazywają szczyty przekraczające wysokość trzech tysięcy stóp (914,4 metra), a ich kolekcjonowanie uważają za narodowy sport. Glencoe, w którym leży osiem munros, stało się kolebką sportu wspinaczkowego.

 

Potem hipnotyzujące krajobrazy zwabiły filmowców. W dolinie gościł bohater „39 kroków” Alfreda Hitchcocka, przebrany w kilt Mel Gibson w „Braveheart – Walecznym sercu” oraz Harry Potter. W sąsiednim Glen Etive nakręcono scenę z filmu „Skyfall”,
w której agent 007 wraca do domu swojego dzieciństwa. James Bond z przełożoną M
stoją ramię w ramię i patrzą na snujące się między wzgórzami mgły oraz na płynącą kaskadami w dół doliny rzekę Etive, zielone pastwiska, nieliczne kamienne domy.

 

Nad spokojnymi wodami Loch Leven, niedaleko zachodnich wrót Glencoe, rozsiadło się Ballachulish. Osada słynie z wydobycia łupków używanych do krycia dachów (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

Niestety uroda bywa przekleństwem. Rozsławione przez światowe produkcje okolice zaczęły nawiedzać hordy turystów. Rozjeżdżają wąskie drogi kamperami, śmiecą, rozpalają ogniska grożące pożarem, zrywają rośliny. Co roku dwa i pół miliona osób przyjeżdża do Glencoe, z czego 150 tysięcy wędruje i wspina się, przyśpieszając erozję. Ludzie są dziś największym zagrożeniem dla doliny, o którą od 80 lat dba National Trust for Scotland – organizacja charytatywna zajmująca się ochroną przyrodniczego i kulturowego dziedzictwa.

 

W 1935 roku NTS kupił pierwsze działki w Glencoe, dziś ma pod opieką ponad pięć i pół tysiąca hektarów. Dba o krajobraz, faunę i bogatą florę. Kwaśne skały powulkaniczne są świetnym podłożem dla wrzosowisk. Dobrą pożywką dla roślin są też bogate w kalcyt wapienie oraz woda, której nigdy nie brakuje. Leje się z nieba, płynie strumieniami, sączy ze źródeł, wypełnia jeziora.


Nic dziwnego, że każdy skrawek gruntu porasta obfita roślinność o intensywnych kolorach. Zieleń jest jaskrawa, żółć fosforyzująca, granat głęboki, a czerwień – pomidorowa lub krwista. W lasach, które porastają niższe piętra gór, panoszy się
gruby mech. Powalone pnie drzew pokrywają porosty, ziemię zasłaniają paprocie, można też znaleźć mnóstwo grzybów. Niektóre fragmenty lasu wyglądają jak dżungla z czasów
jurajskich, inne przypominają krajobraz śródziemnomorski.

 

Zamek Stalker, zbudowany w 1320 roku na maleńkiej wysepce między Loch Laich a Loch Linnhe, należał kiedyś do klanu Campbellów. Obecnie jest prywatną własnością, ale latem możliwe jest zwiedzanie po wcześniejszym umówieniu (www.castlestalker.com) (fot.: Agnieszka Rodowicz)

 

To nie tylko zasługa specyficznego podłoża i wilgotności, ale też temperatury. Północno-zachodnia Szkocja odczuwa wpływ golfsztromu – ciepłego prądu morskiego. Nad morzem rosną palmy, a rododendrony tworzą gąszcz, przez który nie sposób się przedrzeć. Wpływ prądu zatokowego jeszcze silniej odczuwa się kilkanaście kilometrów na północny zachód od wrót doliny. Tam Glencoe otwiera się na zatokę Loch Leven. Krajobraz robi się płaski, zamiast majestatycznych orłów nad głową krążą krzykliwe mewy.

 

Słodko-słona woda zatoki jest domem dla ponad 40 tysięcy gatunków mniej i bardziej niezwykłych stworzeń. Ten nagły zwrot akcji może przyprawić o zawrót głowy. Dlatego po powrocie z wycieczki najlepiej zapaść się w fotelu, przykryć nieco gryzącym pledem
z wełny i ze szklanką whisky oddać się lekturze powieści Waltera Scotta. Wystarczy przymknąć oczy, by zobaczyć scenerię, w której się toczą.

Zobacz galerię - 8 zdjęć

Zobacz również

Skomentuj