Doprawione wiatrem W dolinie rzeki Vipava silny dochodzący nawet do 240 kilometrów na godzinę wiatr wieje przez 40 dni w roku (fot. Slovenia Tourism Board)
Słowenia

Doprawione wiatrem

06listopada2015

Uderza niespodziewanie. Zimny, pełen furii. Przetacza się przez winnice, wdziera się do piwnic pełnych dojrzewających serów, szynek. I nadaje im wyjątkowy smak. To nie zioła czy sól, ale suchy północny wiatr – burja – jest najważniejszą przyprawą słoweńskiej Doliny Vipavy.

U schyłku lata 394 roku armia Bizancjum zeszła z gór w dolinę rzeki Frigidus – dziś Vipavy. Od miesięcy cesarz Teodozjusz I prowadził żołnierzy spod Konstantynopola ku Italii, by wybić z głowy kolejnego uzurpatora mrzonki o władzy nad zachodnią częścią rzymskiego imperium. Nie przypuszczał, że wpadnie w zasadzkę. U wylotu doliny czekały legiony Eugeniusza.

 

Samozwaniec przywitał cesarza Wschodu pieśnią na cześć Jowisza i gradem strzał. Był pewny zwycięstwa. Nazajutrz miał zadać decydujący cios. Ranek 6 września nie zapowiadał katastrofy. Łucznicy Eugeniusza napięli cięciwy, groty rozpruły niebo i wówczas stało się coś niezwykłego. Podmuch wiatru zawrócił chmurę strzał. I spuścił śmiercionośny deszcz na atakujących. Wieczorem Teodozjusz, zerkając na wbitą na pikę głowę Eugeniusza, dziękował niebiosom za burję. Boski wiatr.

W pułapce ulic
Rodzi się na skutek różnicy ciśnienia między Adriatykiem a Alpami. Rozpędza się na zboczach góry Nanos i spada w dół, gnąc do ziemi drzewa. Wieje przez 40 dni w roku (nawet do 240 km/h). Budzi respekt, ale nie strach. Mieszkańcy doliny Vipavy dawno nauczyli się żyć z gwałtownikiem u boku. Niemal każda dachówka na budynkach Ajdovščiny (stolicy regionu) czy Vipavy (zwanej słoweńską Wenecją) przyciśnięta jest kamieniem. Stłoczone domy przecina sieć wąskich ulic. Schwytana w nią burja traci animusz. Próbując wydostać się z pułapki, dobija się do okien i drzwi. Wszystkie są zamknięte. Z jednym wyjątkiem.

(fot.: Radosław Żydonik)

Z nieba na talerz
W piwnicach dojrzewa duma Słowenii – vipavski pršut. Wielkie połcie szynki przez kilkanaście miesięcy nacierane są solą i pieprzem. Ale to wpadający przez uchylone okna wiatr odpowiada za unikatowy smak i rubinowy kolor krojonego na cienkie plasterki smakołyku. Na nieco grubsze tnie się ser Nanos (nanoški sir) – kolejny kulinarny majstersztyk, którego nie byłoby bez burji. Tradycje jego wyrobu sięgają XVI wieku. Pikantny, harmonijny smak sera to nie wszystko. „Jest w nim cisza i wycie huraganu, zapach morza oraz gór” – mówią sprzedający go rolnicy na targu w Ajdovščinie i dodają, że tajemnice odsłania, gdy solidnie podleje się go lokalnym winem.

 

 


Uwięziony w beczce
W winnicy Primoža Lavrenčiča burję można wziąć do ręki – przechylić butelkę i raczyć się trunkiem sygnowanym imieniem wiatru. „Burja jest naszym skarbem. W XIX stuleciu ocaliła dolinę przed filokserą, która unicestwiła wiele winnic Europy.

Polecane wideo

 

(fot.: Radosław Żydonik)

 

Dzięki niej wciąż możemy uprawiać nasze szczepy: zelen, rebulę czy pinelę” – mówi Primož. W okolicznych piwnicach znajdziemy też m.in. refošk i malvaziję. Łatwo do nich trafić – są naniesione na winny szlak Vipavy.

 

Zerwij sobie deser
Kto podąży tym tropem, wcześniej czy później trafi do wsi Budanje. Słońce i burja występują tu w idealnych proporcjach, dzięki czemu sady dają najsłodsze brzoskwinie
i morele w Słowenii. Latem turyści zrywają je prosto z drzew. A potem schodzą do piwnic. Wokół kosze owoców, beczki wina, deski vipavskich wędlin, serów...

Zobacz również

Skomentuj