Pnioki i krzoki Szałas Płaśnia Sołtysia i owce, którymi opiekuje się rodzina jedynej w Polsce kobiety bacy, Janiny Rzepki. A jeszcze w XIX wieku uważano, że pojawienie się kobiety w bacówce oznacza nieszczęście (fot.: Grzegorz Kapla)
Podhale

Pnioki i krzoki

02czerwca2016

Niezapomniana panorama, ogromna łąka oraz karczma z tradycyjnymi daniami tworzą klimat Szymkówki w Bukowinie Tatrzańskiej. Ale to nie wszystko. Dzięki budowie replik XIX-wiecznych szałasów pasterskich przy drodze do Łysej Polany i Morskiego Oka dwóch przyjaciół – warszawiak i góral – przypomniało współczesnym turystom o historii podhalańskiej architektury.

W wąskim prześwicie między drzewami pojawia się owczarek podhalański. Wygląda, jakby płynął w trawie. Szymkówka jest ogromna. „Zielony przestwór oceanu” – metafora z sonetu Adama Mickiewicza najlepiej opisuje tę łąkę. Gęsta, wysoka trawa, zioła i polne kwiaty – żółte, chabrowe, różowe – kołyszą się na wietrze, a ten zamienia dmuchawce
w mikroskopijne mgły. Widnokrąg stanowi linia świerków oraz panorama Tatr Wysokich przypominająca rysunki pioniera górskiej turystyki Walerego Eljasza-Radzikowskiego.

 

Panorama z Szymkówki nie jest tak szeroka, jak z leżącej kilka kilometrów dalej Głodówki, ale i tak robi wrażenie. Można stąd objąć wzrokiem Tatry od Kasprowego Wierchu, przez Świnicę i Wołoszyn, po Mięguszowieckie, Rysy, Wysoką, Ganek oraz Kończystą (fot.: Grzegorz Kapla)


 

Nie ma słupów połączonych przewodami, molochów hotelowych ani karykatur góralskich domów, których coraz więcej psuje podtatrzańskie doliny. Gdzieś w oddali słychać wołanie. Brzmi niczym okrzyk wojenny albo archaiczny śpiew. To juhas wzywa owce, by wracały do domu. Na Podhale sprowadzili te zwierzęta z Bałkanów pasterze wołoscy, a w Tatrach hoduje się je przynajmniej od XIV wieku. Owce wychodzą zza drzew
na łąkę. Po chwili jest ich kilkaset. Pasterz zwołuje te, które się zagapiły lub zatrzymały. Dzwonki huśtające się na ich szyjach akompaniują głosowi człowieka niczym orkiestra symfoniczna dyrygowana przez muzyka minimalistę.

 

„Gdy jestem zmęczony, gdy mam za sobą ciężki dzień, ta muzyka mnie uspokaja, sprawia, że chce mi się żyć” – mówi Jan Modrzewski, opierając się o barierkę tarasu drewnianego domu. Budynek jest repliką jednego z trzech szałasów, które kiedyś były bazą sezonowego wypasu owiec. Ich rekonstrukcja na Szymkówce to efekt marzeń
o stworzeniu luksusowego miejsca na odpoczynek w górach. Jana przyciągnęła w Tatry tęsknota. Choć pochodzi z Warszawy, spędził tutaj dzieciństwo. Gdy miał 10 lat, wykryto u niego chorobę serca, lekarz zalecił zmianę klimatu.

 

Owce doi się dwa razy dziennie: o godzinie piątej rano i trzeciej po południu. Dojenie wymaga sporego wysiłku, dlatego wszystkie prace przy stadzie oraz wyrabianie sera z owczego mleka to od wieków obowiązek mężczyzn (fot.: Grzegorz Kapla)


Chłopiec zamieszkał w starym domu z bali w Bukowinie Tatrzańskiej, u komandora Bartosza Siemaszki. Ten oficer marynarki po powrocie z wojny na Zachodzie musiał zniknąć tam, gdzie nikt nie pytałby go o dowód osobisty. Jan chodził do tutejszej szkoły, od rówieśników nauczył się mówić po góralsku. Wtedy też poznał Wojciecha Głodziaka,
z którym po latach zbudował na Szymkówce pasterską osadę i z którym dziś prowadzi restaurację. „W tej łące zakochałem się już w dzieciństwie. Przychodziliśmy na nią z owcami, bo to ojcowizna Wojtka, należy do jego rodziny od pokoleń” – wspomina Jan.

 

Po ukończeniu nauki opuścił góry na trzy dekady. Pracował w Muzeum Sportu i w Muzeum Archeologicznym w Warszawie, zajmował się ceramiką, otworzył przędzalnię, produkował okna. 10 lat temu postanowił wrócić w Tatry i z nimi związać resztę życia. Szałasy odtworzone na Szymkówce są trochę większe od oryginałów, tak by mogły zmieścić wygodne łazienki, a bale, z których je zbudowano – grubsze, żeby ciepło utrzymywało się przez cały rok.

 

„Góralskie domy to esencja funkcjonalności – mówi Jan Modrzewski. – Są przemyślane w każdym calu, choć budowano je tylko przy użyciu siekier i ręcznych pił oraz bez planów. Te ostatnie konstruktorzy mieli po prostu w głowach” (fot.: Grzegorz Kapla)


Meble we wnętrzach są kopiami tych z góralskich siedzib sprzed 100 lat. Ludzie już nie pamiętają, jak urządzali domy ich pradziadkowie, ale wszystko na ten temat wiedzieli pracownicy Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Janowi pomagali zaprojektować meble. W każdym domku znajduje się wierna replika XIX-wiecznego stołu ze stolnicą (blatem), którą można zasuwać „naprzód i w tył”, by dostać się do ukrytej pod nią szuflady. W każdym są drewniane półki z naczyniami zawieszone na łańcuchach, jak
w dawnych kuchniach góralek.

 

W jednym (o nazwie Płaśnia sołtysia) znajduje się komfortowa sauna, w pozostałych – Hali Kondratowej oraz Upłazie Dolnej – są kominki. „Nie mogło ich u nas zabraknąć, bo dla pasterzy bardzo ważne było zawsze ognisko, tak zwana watra” – wyjaśnia Jan. Stojąca powyżej Karczma Widokowa powstała wokół starszego szałasu. To dlatego
drewno przy kuchennej części jest ciemniejsze. Budynek zaprojektował Krzysztof Trebunia Tutka, znany muzyk, z zawodu architekt.

 

Jeden z domków jest wzorowany na szałasie z Hali Kondratowej w Tatrach Zachodnich. Stąd też jego nazwa. Pierwowzór można obejrzeć na zawieszonym na ścianie obrazku (fot.: Grzegorz Kapla)

 

Polecane wideo

Przemysław Lewandowski z warszawskiej ASP, który dzieciństwo spędził w Bukowinie, urządził wnętrze. Kucharzom można się przyglądać przez wąskie okno w ścianie. Szef kuchni, Andrzej Bogacz, przyjechał do Bukowiny ze Spiszu. Inspiruje się starymi książkami kucharskimi, eksperymentuje z marynatami, przyprawami oraz ziołami. Wiele dań powstaje według dawnych receptur, a menu to fascynująca podróż w czasie. Każda propozycja to efekt kilkumiesięcznych poszukiwań idealnego smaku.

 

„Sami od początku do końca przygotowujemy żurek, stosujemy do niego mąkę żytnią tylko raz zmieloną. Bo z takiej mąki z otrębami żurek robiły dawniej góralki” – tłumaczy gospodarz. W karcie są popisowe dania z jagnięciny, gołąbki, szaszłyk oraz pulpeciki jagnięce w sosie borowikowym w kosorze oscypkowym, czyli koszyczku uformowanym
z góralskiego specjału. Jan Modrzewski kocha Tatry i swą miłością próbuje zarazić jak najwięcej ludzi. Dla gości organizuje wycieczki, przejażdżki konne, koncerty muzyki góralskiej, kuligi.

 

Oryginalne korale kosztują minimum 20 tysięcy złotych. Dostaje się je w prezencie ślubnym lub w spadku po babci. Jest to najcenniejsza rzecz, jaką może mieć góralka (fot.: Grzegorz Kapla)

 

O przeszłości gór wie prawie wszystko. Zbiera stare pocztówki i zdjęcia; ma zabytkowe narty oraz długie kije, jakich używano podczas wyryp – narciarskich wycieczek. Wnętrza zdobią rysunki z regionu, na półkach stoi mnóstwo książek poświęconych historii i architekturze Podhala. Gospodarz zdaje sobie sprawę, że zostało już niewielu majstrów, którzy potrafią drewniane chałupy „łoptykać wełnionkom”, czyli uszczelniać warkoczami splecionymi z długich, specjalnie zheblowanych drewnianych wiórów. On sam mieszka
w takim domu.

 

Wedle góralskiej filozofii ludzie dzielą się na „pnioków”, co mają w górach swoje korzenie; „krzoków”, co pochodzą z innych miejsc, ale tu mieszkają, i „ptoków”, przybywających na kilka miesięcy lub lat, by potem pojechać dalej. Jan pozostanie dla górali „krzokiem”, choć nie tylko on, ale i jego przodkowie byli związani z Tatrami. Prapradziadek Modrzewski odbył podróż z Chabówki do Zakopanego, a ciupaga z tamtej wycieczki stała się rodzinną relikwią.

 

Niedziela w Bukowinie; młode góralki wyjmują z szaf odświętne stroje. Na śnieżnobiałe cienkie koszule wkładają aksamitne, bogato haftowane gorsety (fot.: Grzegorz Kapla)

 

Ojciec chodził w Zakopanem do szkoły. Mieszkał u Mariusza Zaruskiego, twórcy GOPR-u. Jan uważa, że to, kim jest, zawdzięcza Tatrom. „Wytrwałość, odpowiedzialność, odwaga i wartości, o których się nie mówi głośno, ale którymi człowiek powinien się kierować. Oto, czego potrafi nauczyć Bukowina” – mówi. Przed ósmą rano, wprost z tarasu jego wymarzonego domu można wyjść na łąkę, by poczekać na owce wyprowadzane na pastwisko. Trawa jest mokra, do nóg przylepiają się jej źdźbła i drobne płatki kwiatów. Zaraz zacznie się muzyka grana przez zwierzęta i wołanie ich pasterza. Tak samo jak przed wiekami.

Zobacz galerię - 8 zdjęć

Zobacz również

Skomentuj